niedziela, 28 sierpnia 2016

Jerzy Górzański

PRO MEMORIA


Poeta, prozaik, autor słuchowisk radiowych i felietonista Jerzy Górzański zmarł 25 sierpnia 2016 roku w Warszawie. Miał 77 lat.   CZYTAJ DALEJ



Żegnaj, Jurku!
Pracowaliśmy razem przez kilka lat w redakcji miesięcznika „Literatura”. Miałem więc okazję dobrze go poznać, choć nie byliśmy w jakiejś zażyłej komitywie. W tej redakcji było zresztą sporo znanych i ciekawych osób. Trzon literacki prowadzili, oprócz Górzańskiego, Krzysztof Karasek, ś.p. Krzysztof Mętrak, Konstanty Pieńkosz…CZYTAJ DALEJ

WIERSZE BOHDANA WROCŁAWSKIEGO

Wykruszamy się...

STOWARZYSZENIE PISARZY POLSKICH










Pożegnaliśmy, ale pamiętamy:
2016 r. 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Mebluję głowę książkami

Mebluję głowę książkami, dział na stronie www.pisarze.pl prowadzony przez znakomitego krytyka i pisarza -  Wacława Holewińskiego godzien jest uważnego śledzenia. Nieczęsto bowiem się zdarza obcować z tak doskonałą znajomością rynku wydawniczego, którą serwuje nam Autor w swoich recenzjach. Jak tylko można gorąco -POLECAM GORĄCO!

środa, 24 sierpnia 2016

ACH, TA PROZA!


czyli zbożne rozważania nad książką
Mirosława Grzegorza Majewskiego
pt. „Wpływ Księżyca” 
Sławomir Majewski





2016-07-04 19:50

Andrzej Wołosewicz
Właśnie na wakacjach będąc też czytam "Wpływ księżyca" i mniejszy mój "zachwyt" niż Majewskiego (nie autora), ale podzielę się swoimi uwagami po powrocie tj. po 15 lipca.”



poniedziałek, 18 lipca 2016 20:54

Pozdrawiam Szanownych Dyskutantów„Wracam do Majewskiego, jestem na stronie 38 (trochę więc się posunąłem) i robi się coraz ciaśniej w tym kontredansie uruchamianych przez autora postaci. Performance nie performance, ale raczej mi to przypomina pisanie wszystkiego, co ślina na język przyniesie, nie ma w tym żadnego kleju.” Andrzej Wołosewicz w recenzji książki Mirosława G. Majewskiego pt. „Wpływ księżyca.”



Mam barbarzyński nawyk: najpierw książkę czytam „od deski do deski”, bywa że wracam na stronic kilkoro dla upewnienia się, żem nie zbłądził w rozumieniu, po czym żuję przeczytane, niczym holenderka. I dopiero wtedy mam osąd jako-taki. Jako-taki, nigdy do końca „ostateczny”, bo i osądy nasze zmieniają się z biegiem czasu. Panta rhei, jak powiadał czcigodny efeski gej w poplamionej winem chlamidzie.
No, ale ja jestem prozaik. Prozaik i eseista, więc facet, który wprawdzie czasami wiersz naskrobie ale na ogół z upodobaniem czyta cudze strofy. Zatem proza mi siostrą serdeczną, poezja - kuzyneczka z czwartej wody po kisielu.
Pan Andrzej Wołosewicz, którego recenzje czytam regularnie i cenię bardzo, bowiem dorobek i kunszt operowania przezeń słowami w rozlicznych recenzjach budzić muszą i budzą respekt oczywisty, w ocenie książki „Pełnia Księżyca” Mirosława Grzegorza Majewskiego nie sięgnął oczekiwanych wyżyn. Co zrozumieć mogę, bo Pan Wołosewicz filozofem  i krytykiem poezji jest zawołanym („Świat według poety”), niźli prozy a w dodatku - bardziej udatnym poetą, niż prozaikiem (tomiki „Zbytek”, „Prawdziwą podróżą naszego życia jest podróż wewnętrzna”, „Monogram ze starych zegarów”, „Każdy Twój krok prowadzi nad Styks”).
Jak nie mam w obyczaju mieszać trunków, tak nie mieszam upodobań z analizą prozy. Nie wiem, ilu jest w dzisiejszej Polsce rzeczywistych admiratorów „Ulissesa” Jamesa Joyce. Rzeczywistych ergo rozumiejących i kochających tę - w swoim czasie - rewolucyjną książkę a co najważniejsze takich, którzy po przeczytaniu jej raz pierwszy, wracają do niej, jak się wraca do lubej kochanki od żony-Ksantypy.
Przywołanie „Ulissesa” było tutaj niezbędne dla zrozumienia, dlaczego ja pozytywy o „Wpływie Księżyca”, zaś Pan Wołosewicz dostrzegł w niej „pisanie wszystkiego, co ślina na język przyniesie”, z czym ani mogę, ani chcę się zgodzić, nawet z grzeczności dla Adwersarza. Mnie „Wpływ Księżyca” nie „zachwycił”. Mnie uradował zaistnieniem. Co tak mnie raduje w pisaniu Majewskiego? To, że pośród setek tysięcy książek wydanych w Polsce w latach 1990-2016, powieść ta jest produktem finalnym człowieka myślącego a priori jak napisać, czyli jakim stylem, w jakiej formie a nie, by napisać jakkolwiek o czymkolwiek.
Majewski w pisaniu swoim kierował się schematem, kluczem, ideą, planem. Jak to ktoś, gdzieś napisał?
i d e a p r z e m i j a l n o ś c i, biegu w czasie od źródła – narodzin, stawania się, rozwijania - do oceanu – chaosu, śmierci, nieistnienia, rozproszenia. Druga idea to i d e a g r a n i c y, niebezpiecznego przejścia między dwoma brzegami, które rozcinają przestrzeń na dwie części. Przejście granicy jest niebezpieczne, bo sam nurt rzeki nie jest statyczny, a wydawać się może zbyt gwałtowny i trudny. Po zanurzeniu w wodzie można wyjść jak po zażyciu kąpieli odnowionym i jasnym albo przez jeden nieopatrzny ruch pogrążyć się w ciemnej topieli, wylądować na dnie, gdzie wodnice, córki samej wody ścielą łoża… Można też zdobyć drugi brzeg. Niebezpieczny, bo nieznany drugi brzeg…”
Tak, Drogi Panie Andrzeju, tak...

Umberto Eco, nim pomarł z kretesem, wspaniale napisał wspaniałą powieść z dreszczykiem a było jej „Imię Róży”, coś jakby pastisz twórczości A. C. Doyle, kpinki z J. L. Borgesa etc. Ale potem, niestety, Wielki Eco pisywał - i to dosyć regularnie - komercyjne barachła, jak choćby żenującego potworka pt. „Tajemniczy płomień królowej Loany”. Jego eseje, to rzecz odrębna i wspaniała.
Skąd mi Umberto Eco? A stąd, że w Polsce dziesiątki tysięcy „prozaików” koniecznie chcą „coś” napisać, potem owo „coś” opublikować. I na nasze nieszczęście - udaje się im to. Z tym, że w przeciwieństwie, Umberto Eco najpierw stworzył arcydzieło. 
 
Rozmawiałem onegdaj z kolegą po piórze. Pytam
- Piszesz coś nowego?
Zastanawia się niezadługo.
- Zamierzam napisać. To będzie kolejna powieść.
- O czym będzie?
- A wiesz, ma mieć 420 stron.
Zastanawiam się dłużej.
- 420 stron, powiadasz?
- No tak, na tyle ją obliczam.

Nie, to nie żart. Facet ma kilkadziesiąt tytułów na koncie, na języków kilka go przetłumaczono. Znam twórczość - udręka i zero ekstazy...
Mirosław Grzegorz Majewski nie ma szans na „zostanie” pisarzem w rozumieniu takim, w jakim status ów ćwierć wieku nazad był rozumiany. Zginie, zniknie pod zwałami bylejakej prozy, tworzonej przez niedowartościowanych a spragnionych Sławy i Chwały. Nawet nie pojmą, dlaczego te dwa wyrazy ostatnie napisałem wersalikami. I co wersalik - nie pojmą. 
 Pisarzem, który utoruje polskiej prozie drogę na europejskie i światowe salony stylem i formą nie będzie autor „Wiedźmina” ni autorka „Ksiąg Jakubowych”, tylko ten lub ci, którzy wyrwą się z żeromszczyzny siermiężnej, w jakiej piszą to, co piszą. Majewski przeciera trasę. Według mnie, przełamuje monotonię naszej literatury, którą bez reszty zawładnęły wspominki o historii do niedawna wyklętej i zakazanej, pamiętniki kucharek, nimfomanek, kryminalistów i ubeków, etc. Z tej to przyczyny często powraca do mnie znana anegdota z życia pisarzy wzięta 


- Co piszesz? Pyta członek „podziemnego” SPP

- Gówno! Ze złością odpowiada członek „wroniego” ZLP.

- To wiem, ale pod jakim tytułem?

A Majewski obudził we mnie nadzieję. Choć może to tylko wpływ księżyca..


Pozdrawiam 
Sławomir Majewski



wtorek, 23 sierpnia 2016

„PANI PUSZCZALSKA”

  LESZKA ŻULIŃSKIEGO


Niech fantastycznie lutnia nastrojona
Wtóruje myśli posępnéj i ciemnéj
Juliusz Słowacki; Grób Agamemnona


Otwierając przed nami drzwi do zbiorku swoich wierszy, Leszek Żuliński napisał

W roku 2015 wydałem swoją trzydziestą książkę. W tym niemal połowa to były zbiory wierszy, choć sam siebie uważam raczej za krytyka literackiego. W każdym razie pracując latami w wydawnictwach i prasie kulturalnej, przez kilka dekad tkwiłem in medias res naszego życia literackiego. Moje memuary mogłoby być hitem wydawniczym, tylko nie mam ich kiedy napisać, bo nadal biorę aktywny udział w bieżącym życiu literackim, choć z trudem nadążam. Zresztą mniej mi już zależy na wspomnieniach, a więcej na prześwietlaniu mroku. Na razie więc oddaję w Państwa ręce ten nowy zbiorek, nie obiecując, że on Czytelnika rozbawi lub „poruszy lirycznie”. No cóż...”

No cóż... Nie każdy tomik rozbawi czy lirycznie potarmosi. Niejeden wnerwi grafomaństwem, inny „hermetycznością” czyli o schizofrenię zatrącającymi wersami. Są wiersze w zbiorze „dobrych” wierszy takie, które jednemu na nic, innemu serce rozczulą a jeszcze innemu - rozpalą mgłę dni z przedwczoraj, niczym słynna polska „magdalenka”, zanurzona w kawie monsieur Marcela. Rozbujał się elegijnie w fotelu poety Leszek Żuliński... Jak napisał w wierszu Muśliny?

Myślę, ze na końcu będą muśliny
albo mgła 
 
Może, Panie Leszku, kto wie? Ale nawet gdy się dowiemy co napotkamy, nie dane nam będzie nikogo powiadomić.

Pani Puszczalska” to niegruby zbiorek. Niegruby ale ważny dla całokształtu twórczości Żulińskiego, który na łamach Magazynu Literackiego gości od dawna, wielokrotnie. Pokuszę się o twierdzenie, iż sam Autor chyba nie w pełni postrzega ową ważność. Bo Autor, jak mąż-rogacz, o najważniejszym zazwyczaj dowiaduje się ostatni. Skąd teza?
Poezje zaserwowane w „Pani Puszczalskiej” z pozorną, zdałoby się, lekkością, nieco filuterne tu i tam, a tam i tu - niby z głupia frant, dla mnie są elementarzem rozliczeń Autora z tytułową „Panią Puszczalską”, damą obrzydłej profesji. I jeszcze czymś są - nieczęstym w poezji polskiej - kursem na elementy naszej literatury, wywodzące się z antyku, Renesansu i Romantyzmu w postaci, w jakiej ją znaliśmy do chwili wynalezienia Internetu a które wymierają na naszych oczach.
Sentymentem specjalnym darzę wiersz Śmierć w Wenecji a najosobliwiej - Śmierć Sikorki. Być może dlatego, że sam elegijnym się staję, bo mnie solidnie nadgryzł ząb czasu i po kieszeniach szukam obola... Ale nie to przyczyną moich oklasków dla nie wszystkich wprawdzie, ale sporej części wierszy zgromadzonych w „Pani Puszczalskiej.” Przyczyną wspomniany „kurs na elementy literatury polskiej, wywodzące się z antyku, Renesansu i Romantyzmu”, bo niczego mi tak w całej współczesnej poezji polskiej nie brakuje, jak owej szlachetności myśli sprzężonej ze słowem mądrze napisanym, które wyczytasz w wierszach Słowackiego i Norwida, Słonimskiego i Leśmiana, Iwaszkiewicza i wczesnego Miłosza, Baczyńskiego, Stroińskiego, Gajcego a szczególnie - Mistrza Mistrzów - Zbigniewa Herberta.
Ktoś zawoła
- Przeholowałeś chłopaczku z tymi porównaniami!
Nie, Kochani, ja o tym, czego mnie brakuje w dzisiejszej twórczości poezją zwanej a do czego dyskretnie nawiązuje Leszek Żuliński, co bardzo elegijnie i bardzo excellent się rozbujał w fotelu poety. I nieczęsto acz jednak - tu i tam wątpi.
Zmusiło mnie Jego cichutkie powątpiewanie, by zacytować strofę z wiersza pt. Sen, wielkoluda polskiej - już nieistniejącej - poezji, Mieczysława Czychowskiego

Komu ten wiersz jest potrzebny.
Do kogo ja piszę i po co

Ano, Pani Leszku - mnie on potrzebny. Po to. Żyć można Facebookiem, można Cosmopolitan. I bez nich też można, z puszką piwa w dłoni kontemplując „Świat według Kiepskich” czy „Ojca Mateusza”. Ale żeby i te „arcydzieła” nieintelektu powstały, na początku było Słowo, potem - Homer, helleńscy i rzymscy dramatopisarze, poeci, komediopisarze a potem, Pan wie - cała reszta, do której Pan (i ja) tęsknimy nadaremno...


Pozdrawiam! 
Sławomir Majewski 

Ps: Polecam recenzję ww. tomiku, pióra J. St. Kiczora



 

Leszek Żuliński „Pani Puszczalska”
Wydawnictwo: Adam Marszałek
Liczba stron: 46
Oprawa: miękka
ISBN: 9788380194830

HISTORIA ROJA


Minister Piotr Gliński opublikował na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oświadczenie w sprawie niedopuszczenia filmu "Historii Roja" do konkursu głównego na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Ta decyzja ma jego zdaniem podłoże inne niż artystyczne, ponieważ film Jerzego Zalewskiego jest w jego opinii projektem ważnym i udanym. Do listu Glińskiego odniósł się Michał Oleszczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu w Gdyni. CZYTAJ CAŁOŚĆ

sobota, 20 sierpnia 2016

Nowe spojrzenie

Nowego Szefa


Oby tylko było co tłumaczyć: Chcemy, żeby program translatorski miał dwukrotnie większy budżet niż dotychczas. W przyszłym roku byłoby to 3 mln zł. W kolejnych latach zamierzamy walczyć o dokładanie do tej kwoty po milionie, aby w 2019 roku dojść do 5 mln zł – mówi Dariusz Jaworski, który od kwietnia 2016 pełni funkcję dyrektora Instytutu Książki. CZYTAJ DALEJ

środa, 17 sierpnia 2016

REDAKCJA COSIK NAPISZE. ODWAGI!



PO ZDROWOTNEM TOURNEE, REDAKCJA "ML" ZAKOTWICZYŁA. SEZON OGÓRKOWY TRWA NADAL, CUDOWNA POGODA OKAZAŁA SIĘ LIPĄ, ZA TO POMIDORY W OGRÓDKU OBRODZIŁY. PO P0OWROCIE DO STANU SPRZED WYJAZDU, REDAKCJA COSIK NAPISZE. ODWAGI!

Bard. O Jacku Kaczmarskim.

 
Michał Piętniewicz  Film o Jacku Kaczmarskim, "Bard", prezentuje człowieka złożonego, skomplikowanego. Genialny artysta dojrzewał w domu dziadków, tam nauczył się wszystkiego. Później już tylko udawał, że się uczy, studiuje, w rzeczywistości pisał, grał, śpiewał i pił. Życie? Bardzo trudne. Ciągłe koncerty, ale i dużo powodów do kojenia własnego ego.  CZYTAJ CAŁOŚĆ


 collage by Sł. Majewski 



WYJŚCIE Z OBŁĘDU

Irmina Kosmala  W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwymOskar Wilde
 
Bardzo ucieszyła mnie nowa książka Mirosława G. Majewskiego. Jeszcze bardziej, gdy dzięki niej mogłam przypomnieć sobie wydaną przed siedmiu laty powieść Performance.  Wpływ Księżyca składa się bowiem z dwóch części, opowiadających o losach Makarego Hanuszkiewicza – poety i pisarza, próbującego rozszyfrować swoje przeznaczenie. Performance i Asymetria stanowią nierozerwalną całość i chwała wydawcy, że połączył obie, by czytelnik mógł dokładnie prześledzić losy bohatera, a nawet zapoznać się z dwiema dalszymi krótkimi formami narracyjnymi oraz wnikliwą recepcją dzieła Mirosława Majewskiego, dokonaną w posłowiu przez Leszka ŻulińskiegoCZYTAJ CAŁOŚĆ

sobota, 23 lipca 2016

Konkurs Literacki Miasta Gdańska

im. Bolesława Faca na rok 2016. Prezydent Miasta Gdańska serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych do udziału w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. Bolesława Faca.     


piątek, 22 lipca 2016

Zmarł Włodzimierz Odojewski


20 lipca w Piasecznie k. Warszawy, zmarł pisarz Włodzimierz Odojewski. Miał 86 lat.

„Odojewski należy do grona najwybitniejszych prozaików pokolenia Współczesności, debiutujących w połowie lat 50. Wpisał się do historii literatury polskiej swoją największą powieścią Zasypie wszystko, zawieje..., książką której narracja była wzorowana na powieściach Williama Faulknera. Ale ten typ narracji został przez Odojewskiego bardzo twórczo zastosowany do zupełnie nowej problematyki i świetnie w tej książce funkcjonuje. Niewątpliwie będzie pamiętany przede wszystkim jako autor „Cyklu podolskiego", a zwłaszcza tej powieści. To wciąż mocna lektura, która się nie zestarzała" - powiedział w czwartek PAP Andrzej Stanisław Kowalczyk, historyk literatury, eseista, pracownik i członek rady programowej Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie."  CZYTAJ DALEJ

A TY?